czwartek, 21 lipca 2016
Strach
Z trudem unoszę ciężkie
powieki. Ciemność. Wszędzie nieprzenikniona, gęsta i lepka ciemność. Czuję jak
wewnątrz mnie powoli budzi się niepokój i zaczyna ogarniać całe ciało, leniwie
rozlewając się z klatki piersiowej po koniuszki palców u stóp. Z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny boję się
poruszyć . Mam wrażenie, że coś zaciska się na moich żebrach, w płucach zaczyna
się tlić ogień. Ciepło rozprzestrzenia się na powierzchni skóry paląc każdy
skrawek ciała. Próbując siłą zatrzymać panicznie rozbiegane myśli, łapczywie
biorę głęboki oddech , ale mój organizm wciąż domaga się tlenu. Otwieram opuchnięte usta i chcę krzyczeć, ale
brak mi sił. Z mojego obolałego gardła wydostają się tylko ciche, zachrypnięte
jęki. Po policzkach spływają gorące łzy, przygniatającą, ciężką ciszę rozdziera
jedynie szalony trzepot mojego serca . Przybiera na sile, nieznośnie dudni w
uszach, mam wrażenie że moje ciało momentalnie wybuchnie, skóra rozedrze się
pod wpływem tego męczącego hałasu i szybkiego tempa. Staram się skupić uwagę na przestrzeni, w
której się znajduję. Z rękami skrzyżowanymi na piersiach leżę na czymś twardym
, i coś podobnego otacza mnie ciasno ze wszystkich stron. Nie chcę dopuścić do
siebie myśli, która uparcie wdziera się powoli do mojej głowy. Z resztkami
nadziei, przełamuje strach i gwałtownie szarpię rękami, które boleśnie uderzają o drewno kilkanaście
centymetrów nad moją twarzą. Myśl przedziera się całkiem przez zaporę umysłu.
Leżę w trumnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
