piątek, 30 września 2016

Ciche miasto

Świta, a moja wędrówka zdaje się nie mieć końca. Gęsty, otaczający mnie las nie przestaje wzbudzać we mnie niepokoju. Ganię się w myślach. To nie zjaw powinnaś się bać. Ludzie są gorsi od duchów. Moje bose, obdarte stopy krwawią, z sukienki zostało kilka podartych pasm. Zaciskam zęby starając się myśleć, że wszystko jest lepsze od tego co już przeżyłam. Nagle słyszę cichy trzask gałązki kilka kroków za mną. Zamieram w przerażeniu, serce podchodzi mi do gardła. Nie obracaj się. Kolejny trzask. Rzucam się do przodu, przeciskając między gałęziami drzew. Biegnę nie zważając na kamienie raniące moje stopy. Słyszę za sobą ludzkie kroki. Nie wiem czy są prawdziwe czy to tylko moje urojenia. Szybki oddech. Mój czy oprawcy? Pohukiwanie sowy tuż obok mojego ucha, jakby chciała mnie wskazać- tu jest! Łzy spływają mi po policzkach. Nie mam siły. Potykam się o konar i upadam na twarz. Czuję krew spływającą po policzku. Unoszę głowę i z moich ust wydobywa się zduszony okrzyk, kiedy tuż przed swoim nosem zauważam stopy odziane w stare, skórzane trzewiki. Zmuszam się do spojrzenia wyżej i ogarnia mnie niewypowiedziana ulga na widok dwóch jasnych warkoczy i brudnej, białej sukieneczki. Uśmiecham się lekko, choć niepokoi mnie pusty wyraz oczu dziewczynki. - Jak się nazywasz?- pytam szeptem, wyciągając do niej dłoń. Dziecko patrzy na mnie z zimną obojętnością i unosi palec do ust w uciszającym geście. Marszczę brwi zaniepokojona jej dziwnym zachowaniem. Nagle unosi nogę, robiąc krok w przód, ale po chwili cofa się ze skrzywioną miną jakby trafiła na jakąś niewidzialną barierę. Jej błękitne oczy rozszerzają się, odwraca się gwałtownie i powolnym krokiem oddala się w przeciwnym kierunku. Wstaję z trudem i podążam za nią pewna, że doprowadzi mnie do miasta. Zasypuję ją gradem pytań, ale Leila – nazwałam ją tak bo przypomina mi moją młodszą siostrę Lei – albo ich nie rozumie, nie słyszy lub po prostu ignoruje. Snuje się jak w transie, powolnym krokiem z oczami bez wyrazu skierowanymi przed siebie. Kiedy poprawia warkocza zauważam na jej karku, tuż pod linią włosów wytatuowany trójkąt. Zastanawiające. Odruchowo trę nadgarstek i spoglądam na swój własny pięciocyfrowy numer odcinający się na bladej skórze. To zupełnie co innego. Zapomnij o tym. Po kilku minutach wyłaniają się przed nami skąpane w różowym świetle wschodzącego słońca wąskie uliczki oraz wysokie, zdobione licznymi gzymsami i okiennicami kamienice. W oddali ponad zniszczonymi budynkami wyrastają dwie wieże kościoła. Mijam sklepy z barwnymi szyldami i małe kawiarenki z paskowanymi markizami. Wszystko to jest piękne i cudowne ale.. gdzie są ludzie? Najbardziej niepokoi mnie wszechobecna cisza, jakby od lat nie zaglądała tu żywa dusza. Czarny kot przemyka w zaułku, szpak nerwowo rozglądając się na boki porywa skórkę chleba leżącą na ulicy. Leila wchodzi do sklepu „Różana”. Pełna przeczucia, że coś jest nie tak podążam za nią. Drzwi sklepu otwierają się ze zgrzytem. Dociera do mnie zapach wilgoci i stęchlizny. Przez brudne okna wpada niewiele światła. Wzdrygam się na widok starego, wysuszonego mężczyzny stojącego za ladą. Spogląda na mnie z tą samą przerażającą obojętnością co dziewczynka. - Przepraszam, co to za miasto?- pytam uprzejmie, lecz wzrok mężczyzny przechodzi przeze mnie jakbym była niewidzialna. Kiedy odwraca się, by zdjąć z półki jakąś zakurzoną paczkę i podać ją dziewczynce zauważam na jego szyi identyczny czarny trójkąt. Z pewnością coś jest nie tak. Leila wyjmuje z kieszeni srebrne, nieznane mi monety, rzuca na ladę i wychodzi. Wybiegam za nią, nie bardzo chętna do pozostania dłużej w ciemnym sklepie z cichym starcem. Nagle zza zakrętu wyłania się młoda, ładna kobieta. - Przepraszam! – krzyczę, lecz ta nawet na mnie nie patrzy. Ten sam pusty wyraz twarzy, ten sam powolny krok. Czy to jest miasto ignorantów, głuchoniemych czy głupców!? Próbuję wzbudzić w sobie wściekłość zagłuszającą budzący się strach. Niemal podskakuję na głośny dźwięk kościelnych dzwonów wybijających dziewiątą. Wdarł się on nagle, przemocą rozdzierając ciszę – wydaje się niemal niestosowny. Czuję, jak drgają moje wszystkie mięśnie. Leila gwałtownie podnosi głowę i raptownie staje. W tym samym czasie z domów zaczynają wychodzić ludzie. Nie. Nie ludzie- tylko puste, nieme ciała ludzkie z pozbawionymi emocji twarzami i stają pod ścianami wpatrzone w dal. Nie mam ochoty dłużej tu przebywać. Odwracam się , ale wtedy drgania wzmacniają się. Jakieś subtelniejsze dźwięki wkradają się w rytm bicia dzwonów. Tupot kilkuset stóp uderzających o drogę. W oddali widzę masę ludzi zbliżających się w szybkim tempie. Niezrozumiałe z tej odległości okrzyki stają się coraz głośniejsze. Mimo, że nie mogą ich usłyszeć, mieszkańcy miasteczka odwracają głowy w tym samym kierunku. Jednak ich wyrazy twarzy się nie zmieniają się. Z jednej ciemnej falującej masy zaczynają wyłaniać się pojedyncze osoby. Mrozi mi krew w żyłach na widok mundurów i karabinów trzymanych w rękach. Przed oczyma mam ciemne plamy, nogi się pode mną uginają. Nie widząc swastyk na ramionach, przez chwilę mam nadzieję, że może to Polacy, że wreszcie koniec koszmaru. Ale moja nadzieja umiera wraz z ciemnowłosym mężczyzną, postrzelonym prosto w serce. Nie, nie, nie. Krzyczę z rozpaczą do ludzi, żeby uciekali. Wiem, że to nic nie da. Odruchowo łapię Leilę za rękę i zaczynam biec w stronę lasu z którego właśnie przybyłam. Wśród huku strzałów mijam kamienice i sklepy. Kiedy do moich uszu docierają coraz słabsze okrzyki, uśmiecham się w duchu. Jeszcze trochę. Leila się nie opiera, biegnie ze mną. Może ją uda mi się uratować, skoro nie zrobiłam tego z siostrą. Jednak kiedy docieramy na skraj lasu dziewczynka gwałtownie staje, jakby znowu trafiając na niewidzialną granicę. Patrzę na nią z niedowierzaniem i wyrzutem, ciągnąc ją z całych sił. Kręci głową, zaczyna kopać, wyrywać się. - Devochki ! Stoyat! – słyszę męski głos. Nie mając wyboru wskakuję między drzewa i zatykam uszy dłońmi by nie słyszeć wystrzału. Nie mogłam się jednak zmusić do zamknięcia oczu, kiedy Leila z obojętnym wyrazem twarzy padała na ziemię. Nawet po tylu latach, wciąż widzę tę obojętność w oczach umierającej dziewczynki. Ze złością trę czarny numer na moim nadgarstku. Nienawidzę ich. Nienawidzę za moją siostrę, nienawidzę za mój koszmar, a teraz po latach kiedy wszystko stało się jasne przez kilka odnalezionych gdzieś na strychu pożółkłych kartek wyrwanych z dziennika- nienawidzę za Leilę. Obiekt 231. Próby kontrolowania małej społeczności nie mającej żadnego związku ze światem zewnętrznym podążają w zaskakującym kierunku. Skutkiem ubocznym manipulowania umysłami za pomocą dźwięków jest całkowity zanik słuchu i mowy u badanych osobników. Mimo głuchoty, długotrwała manipulacja i podawanie kateminy doprowadziły do zachowań uległych, nieświadomości zdarzeń w świecie zewnętrznym i całkowitego przekonania o niebezpieczeństwie czyhającym poza granicami miasta. Tak jak u psów wykształciły się nawyki, które działają bez potrzeby dalszego ich wdrażania. Istnieje możliwość, że odkryje to nowe możliwości w prowadzonych działaniach. Zaciekawiony niepożądanymi skutkami, postanowiłem więc kontynuować badania. J. Mengele, Ziegenhals 1944 rok