poniedziałek, 23 stycznia 2017

"Kordian" Jana Englerta w Teatrze Narodowym - recenzja

„Kordian” Słowackiego jest dla Jana Englerta jedynie szkieletem, na którym opiera cały spektakl, będący mieszaniną nawiązań kulturowych i przewijającej się historii Polski. Reżyser nie skupia się na historii ukazanej w dramacie, interpretuje ją szerzej chcąc w przedstawieniu zawrzeć nie dramat tytułowego bohatera- a jakby dramat całego narodu – nie tylko w przeszłości, ale i współcześnie. Na scenie zobaczymy więc Rejtana, husarię, usłyszymy przemówienia Piłsudskiego, Jaruzelskiego, Wałęsy, muzykę Chopina, kibiców skandujących „ Nic się nie stało”. Historia Polski w kilka sekund – widz może doświadczyć wrażenia chaosu, filmu oglądanego w przyspieszonym tempie. Skupienie się na szerokim podejściu do Kordiana odzwierciedla się też w wyborze ról – Kordianów jest aż trzech, Wiolett ze pięć, na scenie zobaczymy niemal wszystkich aktorów Teatru Narodowego. Englert czerpie też z literatury- nie dziwią nawiązania do Szekspira, Dziadów, z których założeniami i mesjanizmem Słowacki przecież konkurował, Szatan świetnie zagrany przez Mariusza Bonaszewskiego nosi w sobie cechy tak i Lucyfera, jak i Mefistofelesa z " Fausta" Goethego potwierdzając to słowami " Jam cząstką tej dziedziny, Co zła wciąż pragnie, a dobro wciąż czyni." Niewątpliwie jest to też wielkie widowisko, działające na wszelkie zmysły- nie jest to z pewnością spektakl minimalistyczny, zachwyca gra świateł, niebanalne rekwizyty, muzyka, a nawet film - co może spowodować doświadczenie swego rodzaju przesycenia, zbyt dużej ilości bodźców zewnętrznych. Jednak scena dialogu na Mont Blanc porusza i zachwyca swoją oryginalnością i nieoczywistością, tak jak walka Kordiana samego ze sobą - metaforycznie ukazująca rozterki bohatera. "Kordian" to dramat jednostki i narodu, filozoficzny wywód o wyborach człowieka, moralności, pochodzeniu zła i dobra, zaduma nad kształtem i zasadami tworzenia sztuki z wieloma odniesieniami do światowych autorów. Wszystkie te zagadnienia pojawiają się w widowisku Englerta, każde z nich jest zaledwie muśnięte, praktycznie żadne rozwinięte. Czy to zaleta, czy wada? Zobaczcie i oceńcie sami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz